ZE WSPOMNIEŃ PROBOSZCZA


powrót


        W 25-lecie kapłaństwa ksiądz Ryszard Pruczkowski wydał książkę opartą na swoich wspomnieniach. Tytuł książki - "Z radością poniosę ofiarę", autor - Grażyna Jaśkowska. A oto fragmenty książki:

*(...) Cofnijmy się jeszcz raz o kilkanaście lat, do początku ministrantury, którą rozpoczął Ryszard Pruczkowski w wieku 7 lat. Od pierwszych dni pragnął być najlepszym ministrantem. Z dziecięcą ufnością wierzył, że będzie w tej posłudze bardzo dobry. Korzystał z wielkiego daru danego mu przez niebiosa, potrafił się modlić i modlił się bardzo dużo. Niestraszna mu była burza, ulewa, zima czy upał, gdy codziennie rano i wieczorem biegł do kościoła, aby służyć do Mszy Świętej. Poczucie obowiązku było silne, ale potrzeba modlitwy jeszcze większa (...).

*(...) "Dotknięcie" Bożej łaski przyszło za sprawą Maryi. Miał wtedy 17 lat. Właśnie skończył trzecią klasę technikum. Zaczeły się wakacje. Już 24 czerca 1967 roku wyjechał jako ministrant-lektor na tygodniowe rekolekcje do Gostynina na Świętą Górę (...). "Był to chyba trzeci dzień trwania rekolkcji - snuje opowieść ksiądz proboszcz - byłem wtedy w bazylice na indywidualnej modlitwie. Wizerunek Matki Bożej Świętogórskiej miałem przed sobą. Patrzyłem w Jej oczy. Czas płynął, prowadziłem z Bożą Rodzicielką modlitewny dialog. Jej spojrzenie przenikało mnie do głębi. I właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że powinienem pójść do seminarium. Zrozumiałem Jej polecenie. Długo klęczałem przed obrazem. Po modlitwie wstałem, wyrwałem kartkę z zeszytu, gdzie zwykle prowadziłem notatki, i na tej kartce wypisałem prośbę o powołanie i wytrwanie w nim, już dla siebie, Ryszarda Pruczkowskiego. Wrzuciłem jš do skrzynki próśb i podziękowań (...).

*(...) Pomaturalne wakacje 1969 roku dla abiturienta zaczęły się inaczej niż zwykle (...). Natychmiast po otrzymaniu świadectwa dojrzałości pojechał do Gniezna z prośbą o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego. Ten pierwszy krok w dorosłość, do którego przygotowywał się od dwóch lat, był mocnym przeżyciem (...), kiedy przyszły kleryk wsiadł do pociągu, daleki był od obserwowania i zachwycania się mijającym krajobrazem. A świat za oknami był taki gorący, pełen lata, słońca (...). Zasłuchany w siebie, wybiegający myslami w przyszłość, snuł marzenia o kapłaństwie. Wyrywał się już w czas przyszły, do Gniezna, ku drodze wskazanej przez Pana słowami: "Pójdźcie za mną..." (...).

* (...) 14 września 1986 roku odbywały się w katedrze uroczystości dożynkowe. Tuż po nich dowiedziałem się, iż nazajutrz mam stawić się u księdza biskupa Jana Czerniaka. Głowiłem się co jest przyczyną wezwania. Na pewno nie dotyczyło przeniesienia, przecież w Gnieźnie byłem zaledwie dwa i pół miesiaca. Z dużym niepokojem stanąłem przed biskupem. Był w doskonałym humorze, chwalił organizację uroczystości dożynkowych. Polecił, abym zaopiekował się kolegą - księdzem, który miał kłopoty. A na końcu, prawie w biegu, powiedział: "Ksiądz prymas mianował cię proboszczem" - oniemiałem. Ja, po 11 latach wikariatu, kiedy inni czekali po 16, 17 lat!!! (...)

*(...) W zakresie duszpasterskiej posługi księdza Pruczkowskiego znalazł się wolontariat w bydgoskim hospicjum. Tej pracy nie sposób pominąć w biograficznej opowieści. Ksiądz proboszcz związany jest z hospicjum od 1997 roku, to znaczy od czasu, kiedy ojciec księdza znalazł tam ostatnią przystań. (...)

* "Z radością poniosę ofiarę", autor - Grażyna Jaśkowska przeczytaj całość