Masz wiadomość - wspomnienia ks. Ryszarda o Małgosi.
- Proszę księdza, ja umieram. - Tak rozpoczęła się nasza rozmowa i wyjątkowa przyjażń.
Małgosia ma 31 lat, jest śliczna i pięknie się uśmiecha. Jest po operacji i wie, że po ludzku patrząc, nie ma dla niej ratunku. Na szpitalnym łóżku wygląda jak aniołek. Spośród trzydziestu lat mojego kapłaństwa, dziewiąty rok regularnie odwiedzam chorych w hospicjum. Z każdym dniem uświadamiam sobie jak ważne są te spotkania. Uczą pokory i pokazują, co jest w życiu najważniejsze. Z drżącym sercem stoję przy łóżku Małgosi i zastanawiam się, co powiedzieć? Milczę.
Po kilkudniowym pobycie w szpitalu wróciła do domu. Przyjeżdżam do niej codziennie z Komunią Św., a w niedziele i święta odprawiam Mszę Św. Rozmowy z tą młodą kobietą, dźwigającą ciężki krzyż choroby nowotworowej, to najpiękniejsze rekolekcje w moim życiu!
- Modlimy się o cud uzdrowienia dla Ciebie - wyznałem kiedyś, patrząc jej w oczy. - W ten nurt żarliwej modlitwy włączyła się parafia Bożego Ciała i wiele życzliwych osób. Uśmiechnęła się nic nie odpowiadając.
Wierzę, że wszystko jest możliwe i jestem wdzięczna Bogu. Boję się tylko, że może nie mam prawa modlić się o cud, skoro Jego wola jest taka i to ona musi się stać - napisała później w SMSie.
Obok wielu świętych i błogosławionych, pośrednikiem naszych modlitw jest Sługa Boży Jan Paweł II. Pomodliłam się do Jana Pawła II i udało się wkłuć w żyłę na ręce. Jestem tak szczęśliwa, bo można podać lekarstwo - przeczytałem. To był mały cud.
Gosia ogląda papieskie pielgrzymki, wzrusza się, gdy Papież z telewizyjnego ekranu czasem popatrzy jakby tylko w jej stronę. Nie opuszcza ani jednej Mszy Św. transmitowanej każdej niedzieli z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Bardzo jednak pragnie przyjechać do kościoła na Eucharystię: Dziękuję wszystkim ludziom dobrego serca. U mnie dzisiaj lepiej. Jeśli nic się nie popsuje to obiecuję przyjechać w niedzielę na Mszę Św. - oznajmia kolejna wiadomość.
Choroba jest jednak silniejsza: Proszę księdza, proszę dzisiaj wspomnieć o mnie myślą w modlitwie. Całą noc nie spałam, bo mimo kroplówek bardzo boli. Uczestniczę teraz we Mszy Św. z Łagiewnik i nie dam rady przyjechać do kościoła. Nie mam sił i bardzo boli. Bóg zapłać wszystkim za modlitwy. Z całego serca dziękuję, bo tylko tego najbardziej mi potrzeba. Ufam w Boże miłosierdzie i to dodaje mi sił. Dziękuję, że księdz jest ze mną.
Nasilające się bóle i codzienna komunia św. sprawiają, że jej dusza nabiera wrażliwości dziecka przygotowującego się do Pierwszej Komunii Świętej: Czekam, kiedy będę mogła wziść zastrzyk, bo mocno boli, ale muszę trwać do 22:00. Bardzo księdzu dziękuję za wizytę. Tak wiele mi pomogła i uspokoiła. Boję się, że Bóg nie będzie chciał mnie przyjść, bo byłam złośliwa, pyszna i zarozumiała. Żałuję tego, ale nie mam już czasu, aby zrobić coś dobrego. Boję się.
Z każdym dniem coraz bardziej uświadamiam sobie jak wielkim darem jest Małgosia na mojej kapłańskiej drodze. Trzymając jej coraz szczuplejszą dłoń mam świadomość, że dotykam cierpiącego w niej Chrystusa. - Jesteś dla mnie obrazem cierpiącego Zbawiciela - szepczę. - Bo wszystko, co uczynimy dla bliźnich, czynimy dla Niego. On cierpi teraz w tobie. Jest w przyjmowanej przez ciebie Hostii i w krzyżu, który niesiesz z taką wiarę. Po tym spotkaniu otrzymuję SMSa: Jestem tylko marnym grzesznym "nic". Nic nie znaczącym robakiem, który prosi Dobrego Boga o to, aby raczył spojrzeć w jego stronę i okazał miłosierdzie w godzinę śmierci. Robakiem, który błaga Boga, aby go nie opuścił, ale przygarnął. Boję się, żeby to nie było bluźnierstwo mówić, że Chrystus mówi przeze mnie.
Stoję przy łóżku umierającej, a moje serce poruszają słowa, których nie słyszałem z ust najlepszych rekolekcjonistów. Ja także będę kiedyś sądzony z miłości. Z tego, czy rozpoznałem Chrystusa, tyle razy przechodzącego obok mnie. Spotykam Go nauczającego, bawiącego się z weselnikami w Kanie Galilejskiej, ale najczęściej staje obok w chwilach modlitwy, cierpienia czy udręki. Gosia pokazuje mi Chrystusa modlącego się na Górze Oliwnej: Drogi Księże Rysiu. Taka jestem wystraszona, bo czuję, że to już, a ja nie jestem gotowa. Nie wiem, co mam zrobić żeby poczuć, że Bóg jest ze mną. Ja tak bardzo żałuję za wszystko i tak bardzo błagam o litość i o to, żeby Bóg wysłuchał wszystkich ludzi, którzy go błagają a ciągle coś mi przeszkadza w to uwierzyć, że Jemu te błagania są miłe. Boję się, że brakuje mi wiary a ja z całego serca pragnę przebaczenia. Mam taki mętlik w głowie. Co się ze mną dzieje? Błagam Boga, aby oszczędził mi cierpienia. Błagam z całych sił. Wiem, że śmierć może być okrutnie bolesna. Ale stanie się to, co jest jego wolą. Bez opieki księdza umierałabym w rozpaczy i strachu. Ufam, że Pan będzie miłosierny także dla mnie i wciąż proszę o modlitwę i z całego serca dziękuję.
W naszym zabieganiu często nie dostrzegamy rzeczy ważnych i wielkich, nie mówiąc o zwyczajnej codzienności. Moja podopieczna uczy mnie, jak spoglądać na drobiazgi: Cieszę się, bo spadł śnieg. Jest ślicznie, ale ludzie, którzy biegają za różnymi sprawami tego nie zauważają, a potem jest już za późno...
Dlaczego nie potrafimy się zatrzymać, zadziwić, zasłuchać? Znowu patrzę na komórkę: Dopiero się ocknęłam po nowym leku. Spałam mocno i ciągle zasypiam. Jestem taka słaba, że nie mogę utrzymać nawet telefonu. Koniec jest blisko, a ja nie gotowa. Błagam Boga, żeby był ze mnš, żeby nie opuszczał, żeby przytulił.
Nie zdążyłem odpisać, nadeszła kolejna wiadomość: Dlaczego ksiądz jest taki dobry dla takiego "nikogo" jak ja? Nie potrafię wyrazić jak bardzo jestem wdzięczna i poruszona. Ksiądz dodaje mi tyle siły i nadziei. Za wszystko z całego serca dziękuję.
Od pierwszego naszego spotkania (na początku listopada) minęły dwa miesiące, a mi wydaje się, że znamy się wiele lat. Jesteś dla mnie Gosieńko bliską jak siostra, a twoja mama i rodzeństwo jak najbliższa rodzina. Podziwiam ich wiarę i samarytańskie poświęcenie. Są dla ciebie jak Szymon z Cyreny pomagający dźwigać krzyż i jak Weronika ocierająca pot, krew i łzy.
Tak bardzo pragnęłaś doczekać Bożego Narodzenia. Zasiedliście do wigilijnego stołu, a potem napisałaś do mnie przed Pasterką: Leżę w łóżku, bo bardzo mnie wszystko zmęczyło. Chciałabym mieć normalne święta i nie myśleć o tym, że są ostatnie. Życzę wielkich duchowych przeżyć w tę świętą betlejemską noc.
Towarzyszymy ci i wiemy, że każdy dzień razem z tobą jest darem Boga. Dlatego dziękujemy Wszechmogącemu za kolejną chwilę. Dzisiaj nie napisałaś SMSa. Wiem, że nie masz siły utrzymać telefonu, ale cieszymy się, że żyjesz! W środę 11 stycznia jesteś bardzo słaba. Klękam przed tobą, a ty, spieczonymi ustami prosisz: - Pić? Zwilżywszy usta, mówisz cichuteńko, ale wyraźnie: - Panie nie jestem godna, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.
W czwartek 12 stycznia komórka znów dzwoni. Przyszedł SMS od Iwonki, twojej siostry: Co chwilę, od rana Gosia wymiotuje. W nocy żegnała się ze wszystkimi, a potem, gdy się obudziła po krótkim śnie, przepraszała, że wołała nas, bo myślała, że to już.
Jest godzina 14:14. Znowu z Panem Jezusem w Komunii Św. przyklękam przed Małgosią. Obok mama i rodzeństwo. Patrzę jak z trudem otwiera oczy.
- Dziękuję księdzu na wszystko - szepcze. Zebranym po policzkach płyną łzy. Umierająca, w maleńkiej cząsteczce Eucharystycznego Chleba, jednoczy się z Chrystusem. "Zdrowaś Maryjo? - modlimy się. - ?i w godzinę śmierci naszej. Amen" - szczególnie jasno Gosia wypowiada te słowa. Potem wyciąga dłoń po naczynko, w którym przyniesiona została Święta Hostia i całuje je kilka razy.
- Gosieńko, gdy będziesz jutro z nami, też przyjdę do ciebie - żegnam się wychodząc. Jeśli staniesz przed Bogiem, pamiętaj o nas i wstawiaj się za nami.
Trwa kolęda. Kiedy odwiedzam kolejną rodzinę, dzwoni moja komórka. Odebrać? Co pomyślą parafianie? Mimo wszystko spoglądam na wyświetlacz. 15:51 - wiadomość od Iwony: Gosia przestała oddychać o 15:37.
ks. Ryszard Pruczkowski